Właśnie tytuł utworu "Air on g string" nabrał dla mnie nowego wydźwięku. Hahaha
Rozgryzienie mojej szefowej jest niemożliwe, gdyż jej humor zmienia się jak pogoda na Jersey, w zależności jedynie od ilości wypitego ginu z tonikiem. Wydaje mi się, że wczoraj się uśmiechnęła, ale być może był to tylko jakiś skurcz twarzy. Biedne stworzenie, ale ja nie moge się litować nad każdym.
Ludzie, którzy tylko oczekują od innych, a nie od siebie, są wiecznie niezadowoleni, nie ma więc sensu starać się ich zaspokoić. Zawsze wierzyłam, że uda mi się przebić przez osłonę wiecznego niezadowolenia "pewnych osób", ale uczę się skupiać na sobie i własnych pragnieniach. Inaczej ja nie będe szczęśliwa, a oni tym bardziej. Kiedyś wierzyłam w moc miłości. Problem polega na tym, że siłę miłości nadaje jej dwubiegunowość, miłość jednostronna to marnotrwienie energii.
Mam niecny plan. Ha! Mam plan moralnie niemoralny. Mam, no nie, tak w zasadzie planem bym tego nie nazwała, bardziej konceptem. A więc koncept jest. Znowu zadać sobie muszę miliardy pytań, z czego najważniejszym jest jak daleko mogę się posunąć? Teraz zyję na adrenalinie. Jak pokochać siebie? Tak szczerze?
Problem polega na tym, że chciałoby się mieć wszystko po najmniejszej linii oporu. Ha, tu cię mam! Ja ostatnio napawam się lenistwem. Dziwne, lenistwo napadło mnie z chwilą podjęcia pracy.
Mój koncept tak dla odmiany zawierał będzie działanie. Życie to nie tylko przenoszenie zielonych foteli.
sobota, 20 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz