sobota, 20 czerwca 2009
Air on g string
Rozgryzienie mojej szefowej jest niemożliwe, gdyż jej humor zmienia się jak pogoda na Jersey, w zależności jedynie od ilości wypitego ginu z tonikiem. Wydaje mi się, że wczoraj się uśmiechnęła, ale być może był to tylko jakiś skurcz twarzy. Biedne stworzenie, ale ja nie moge się litować nad każdym.
Ludzie, którzy tylko oczekują od innych, a nie od siebie, są wiecznie niezadowoleni, nie ma więc sensu starać się ich zaspokoić. Zawsze wierzyłam, że uda mi się przebić przez osłonę wiecznego niezadowolenia "pewnych osób", ale uczę się skupiać na sobie i własnych pragnieniach. Inaczej ja nie będe szczęśliwa, a oni tym bardziej. Kiedyś wierzyłam w moc miłości. Problem polega na tym, że siłę miłości nadaje jej dwubiegunowość, miłość jednostronna to marnotrwienie energii.
Mam niecny plan. Ha! Mam plan moralnie niemoralny. Mam, no nie, tak w zasadzie planem bym tego nie nazwała, bardziej konceptem. A więc koncept jest. Znowu zadać sobie muszę miliardy pytań, z czego najważniejszym jest jak daleko mogę się posunąć? Teraz zyję na adrenalinie. Jak pokochać siebie? Tak szczerze?
Problem polega na tym, że chciałoby się mieć wszystko po najmniejszej linii oporu. Ha, tu cię mam! Ja ostatnio napawam się lenistwem. Dziwne, lenistwo napadło mnie z chwilą podjęcia pracy.
Mój koncept tak dla odmiany zawierał będzie działanie. Życie to nie tylko przenoszenie zielonych foteli.
wtorek, 16 czerwca 2009
DO CHUJA WACŁAWA
Wciaz bronic bede teorii, ze czlowiek ma jednak w sobie cos wiecej niz bebechy i poped plciowy.
Ma jeszcze okrucienstwo. Zadne zwierze nie jest zdolne do okrucienstwa. Jestesmy prawie jak przedmioty martwe, ktore sa zdolne regularnie robic nas w wała. Moj komputer, na ten przyklad. Pokpiwa sobie z wartosci, ktora jest moj czas. On sie nigdzie nie spieszy i dlatego mnie rowniez nie powinno sie nigdzie spieszyc.
Taaak, znowu jestem barmanka. Znowu musze znosic wlazenie sobie na glowe. Znowu poznaje czym jest szef, przy ktorym wymysla sie coraz to nowsze, finezyjne mozliwosci zabojstwa.(zabojstwo ze szczegolnym okrucienstwem? a moze raczej zabojstwo ze szczegolna finezja?) Jednak moja lagodna natura nie potrafi nawet osmieszyc i upokorzyc tego, ze tak sie wyraze, niedoruchanego stworzenia, jakim jest moja szefowa. Za delikatna jestem na ten swiat.
Pale djarumy, popijam herbata z liczi zmieszana z wisniowka, slucham cwalowania walkirii i dumam nad rozwalonymi kartkami papieru, ktore nie przedstawiaja soba nic. Ach, no i jak zwykle mysle, gdzie jest to szczescie radosnego wspolzycia fizycznego i psychicznego z druga osoba.
Widzialam dzis tak piekna kobiete, ze myslalam, ze padne do jej stop. Ach, ach, jestem zachwycona, to juz druga w tym miesiacu.
Ach, rada na dzis. Antykoncepcja po jest zla (odjebuje, krotko mowiac) Alkohol jest zly. Ludzie sa zli, zachlanni, egoistyczni. Seks jest dobry i piekne kobiety sa dobre. Bo piekne kobiety to nie ludzie, tylko diably. A diabły są piękne. Any questions?
Jestesmy cywilizacja manipulacji. Widzicie moje ostatnie obsesje?
do dlugiej listy dolaczyly zlo, przemoc, milosc zawsze wszak byla ma obsesja, sily i slabosci czlowieka, pierwotnosc. takie tam
gubie sie w swym czlowieczenstwie, mam dwie twarze i wiele masek, krzycze, placze i nie jestem emo. przed chwila plakalam do utowru "air on the g string", wczoraj plakalam na filmie antychryst. musialam sie napic po obejrzeniu filmu, to chyba najlepsza recenzja. ale rozni ludzie, rozne potrzeby i rozne wrazliwosci i to ejst dobre, badzmy rozni, roznorodnosc jest swiatynia sztuki, vive la diversite. czy jakos tak.
mysle, czy uczucia maja w sobie cos glebszego, czy jest jakas prawda, czy wszystko jest wielka Czarna Dupą? Czy umysł myśli sam siebie? Ach, nikt mi nie powie, że to jest wszystko proste. Możesz myśleć, że jest, ale to tylko Twoja metoda na obronę przed ilością bodźców, percepcja selektywna. Artyści i schizofrenicy mają zaburzone filtry percepcji, dlatego wszyscy tu są szaleńcami. Welcome to my world.
Schematy mnie rozwalają wewnętrznie.
Pracuje nad wypracowaniem poczucia wlasnej wartosci. I nad opanowaniem nudnosci, ktore nachodza przy kazdej przeszkodzie. W moich zylach plynie adrenalina i jestem nieobliczalna, to nie jest fajne. Nie dziwie sie, ze faceci nie chca zostac dluzej przy dziewczynie, ktora dzisiaj moze pisac wiersze a jutro wyjechac do timbuktu. Nie pojsc do pracy, bo wlasnie dzisiaj miala ochote zobaczyc morze.
Wam czasem nie przypominaja sie liscie drzew z dziecinstwa, przez ktore przebija swiatlo popoludniowego slonca? Albo kraina, z ktorej przyszlo wszytsko, ktora zostala nam zabrana? Skad te poczucia sa takie silne? czemu ja musze czuc takie rzeczy az tak wyraznie? Nie wybralam sobie tego, czemu mam to tlumic? ludzie pytaja o co chodzi. o co chodzi? chodzi o poczucie czegos co jest ogromne mimo ze rowna sie z malym paznokciem. cos co jest blisko i daleko, cos o cyzm mowi morze podczas sztormu. odgrodzilismy sie. tak strasznie nie chcemy przyznawac sie do wrazliwosci. Wiecie glupcy? Jak ciezko jest byc tak odartym przed samym soba? Jak starsznie jest byc tak okropnie szczerym wobec siebie, a jakze smiesznie widziec, jak wy jeszcze trwacie w klamstwie. I przerazajace jest obserwowanie swoich wlasnych poczynan jak przez dziurke od klucza, wiedzac dokladnie co sie dzieje, dokad prowadzi i nie moc zrobic nic, by uwolnic sie od schematow, od instynktow, od wyuczonych poz, zachowan, nie umiesz juz znalezc swojej prawdziwej twarzy w gaszczu masek. Tak strasznie sie boje. To taki zaklety krag. Chcialabym umiec odpowiedziec sobie na pytanie, ktore zadal mi kiedys jeden z moich kochankow. Madry facet. Kiepski w lozku. Ale to juz niewazne. Uwazal, ze wie juz wszystko, nie wiem, zawsze mam szczescie do takich elementow, czy to maja lat 20 czy 50, ciekawe, ktora z moich masek ich przyciaga. Spytal, czego najbardziej sie boje. Ja prosze panstwa umarlam. Nie mam pojecia. To znaczy mam uczucie, nie potrafie wyjasnic, czego sie boje. Chyba...strachu?
Badam granice szczerosci
Badam granice ryzyka.
W jaki sposob mozna zarabiac na tym, bym mogla w pelni poswiecic sie swojej misji nie baczac na nieistotne dzialania zarobkowe?
Badam granice pokory.
Liczę do 10, rozmawiając z szefową. Właściwie zaczynam już liczyć, gdy tylko ją zobaczę. To jest smutne, ale denerwujące.
Granice przywiazania.
Granice milosci
Ja teraz bardzo nie potrafię rysować i bardzo nie potrafię tańczyć. I bardzo chcę robić obie te rzeczy. Bardzo tęsknię za tańcem. Chce mi się wyć. Zaraz zrobię coś istotnego. Szlag mnie trafi.
Ludzkie maniery doprowadzają mnie do szaleństwa. Moje też, bo je widze, ale nie wiem, jak się ich pozbyć. Ja nie chcę być postrzegana jako. ja chcę być poznawana. PROCES!!!!
Do kurwy nędzy.
Jest mi tak rozpaczliwie smutno.
Ciekawe, że krzyk obrazuje wszystko.
Kupię perukę. Bo fajnie jest się przebierać. Ja zmierzam gdzieś na deski sceniczne i do galerii, nie wiem jeszcze. Wkurzają mnie gówniarze podjarani tatuażami, którzy robią coś, bo to jest zajebiste. Chociaż może ja patrzę na to zbyt poetycko.Jal zwykle. I ta poetyka przeszkadza mi zrobić cokolwiek.
Umieram już i moja wiśniówka stygnie.
gdzie te chłopy.
Faceci wolą dziewczyny bez jaj. Mentalne jaja mam tu na myśli. Bo są bezpieczne. Bo przy nich czują się dowartościowani. Taka obserwacja wstępna. A jeśli natrafią na ciężki orzech do zgryzienia, to ich celem jest taką kobietę upokorzyć i pokazać, że nie ma prawa być silna.
Dobrze, idę, bo dochodzę do pochopnych i strasznych oraz być może, co gorsza prawdziwych wniosków.
Niech moc manipulacji będzie z wami.
środa, 10 czerwca 2009
Nowa praca. Podoba mi się funkcja barmana. Przygotowywanie i picie alkoholu to swego rodzaju sztuka. Coś pięknego. Ponadto zdobywam wiedzę, którą juz wkrótce wykorzystam wedle własnego planu.
Nigdy nie zarobisz więcej niż swój szef. Dlatego będę swym własnym szefem.
Przygotowuję portfolio. Ot co. To pochłania mnie niewystarczająco, to znaczy nie na tyle, by coś Powstało. Raczej, by powstało. Twarze, duzo twarzy. Fascynują mnie. Tak, prawie jak lustra. Właściwie bardziej, bo lustra są po to, by ukazywać odbicie twarzy. Uwielbiam twarze stare, pomarszczone, zniekształcone w różnoraki sposób. Są jak drzewa.
Uwielbiam również inteligentnych ludzi, choć nieco drażnią mnie ich gierki. Uch och, coś strasznego, ci ludzie.
Właściwie piszę bloga, by nabrać nawyku pisania, tak jak nabieram nawyku rysowania. I tak nikt tego nie czyta i ja - ja jakoś wcale się nie dziwię.
Chciałabym pozostać nieporuszona przez wieki.
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Jakiś czas temu wpadła mi w ręce "The mammoth book of Erotic Women in photographs". Z początku nie byłam do niej przekonana, później stwierdziłam, że dam jej szansę i teraz odkrywam wciąż coś nowego. Podobnie jak w malarstwie surrealistycznym, które straszyło oczywistością absurdu.
Dużą część czasu muszę poświęcić szczegółom, które tak szybko umykają mej uwadze. We wszystkim co robię, teraz chodzi mi o rysunek i malarstwo. Pędzla nie dotykałam juz ponad rok, zresztą moje skzolenia w tej dziedzinie uważam za ułomne i zalosne. Nie zdołałam nauczyć się precyzji i pewności ruchów pędzla. Anatomia wciąż jest dla mnie czymś nieoczywistym i za to właśnie mam zamiar się zabrać. Żadna Akademia mnie tego nie nauczy, jeśli nie będę w stanie wykrzesać z siebie odpowiednich pokładów samodyscypliny i wizualnej szczerości.Byc moze przyjdzie jeszcze czas na studia.
Alkohol jest zły. Jest zły dla mnie. Nie potrafię pić tak, by nie odsłaniać się. Miłe złego początki, ale koniec żałosny. Kurwa żesz mać, znowu narobiłam bigosu, tym razem sporego. W tym momencie można albo brnąć w to dalej, albo przyznać się, że alkohol wymył resztki szarych komórek z mojego zmęczonego mózgu i wyprzeć się wszystkiego. Muszę wziąć odpowiedzialność również za moje pijackie wybryki, nie ja pierwsza muszę się z czegoś tłumaczyć. Do dzieła. Jak daleko można pójść w najciemniejsze strony swojej duszy? Nie miałam zamiaru ich odkrywać. Czy to moja wina, że tak właśnie...tak zdarzyło mi się myśleć? Chrześcijanin dokonałby samospalenia albo wstąpił do zakonu.. Ja mogę najwyżej spalić się ze wstydu. O Królewno Naiwności.
niedziela, 7 czerwca 2009
Po drugie wiedza, której nie posiadam.
Po trzecie ludzie, którzy mnie wkurwiają i jakby tu nie dopuścić do rozlewu krwi? Ja naprawdę LUBIĘ ludzi. Tych mądrzejszych. Tyle tylko, że na świecie szerzy się plaga wszechwiedzy. Tzn. każdy myśli, że zajrzał za Purpurową Kotarę Absolutu. Nie znam tego uczucia nie poddawania w wątpliwość własnych racji. Życie umożliwia miliony interpretacji i walka o jedną jedyną czyni wielkość człowieka śmieszną. Gdybym tylko mogła wyjaśnić całą tę mętną masę niedopowiedzeń. Dziś jest taki dzień, że ani pisanie, ani rysowanie nie pomaga. Na kaca, przede wszystkim moralnego. Ja wcale nie uważam, ażeby dopowiedzenia były niesmaczne drogi panie.
Po czwarte, dziś wybory. Wybór pozostaje nieświadomy.
Po piąte powoli szykuję Plan Zawładnięcia Światem. Podoba mi się ten pomysł. Życzę wszytskim Miłego Dnia.
Wielu chciałoby ułatwić sobie sytuację i przypisuje sobie nawzajem cechy. Cechy idą w parze z osądem. Robi się emocjonalny burdel, krótko mówiąc.
Niech każy sobie tam myśli co chce. Obawiam się, że żadne z nas nie uniknie osądów, zwłaszcza tych niesłusznych. Na sobie i innych. Wykroić sobie drogę ku marzeniom, oto po co tu jesteśmy. I nie ma to absolutnie żadnego głębszego przesłania. W tej kwestii egzystencjaliści wciąż mają u mnie swój głos.
środa, 3 czerwca 2009
Czy człowiek jest tym co mysli i czuje? Jeśli tak...Już czuję gromy na sobie. Jeśli tak, to postaram się nie oddzielać się tak od własnej kulawej twórczości. Drogi Świecie, mówi do Was Wielka Kulawa z Entuzjazmem. I Twórczością. Tfu.
W oparach samokrytycyzmu
Gdy już brakuje nam słów, by opisać siebie, tworzymy wyższe wartości
i budujemy kolejnego Złotego Cielca. Ot co. Nic. Nie poezja, nie proza, ale grafomaństwo życia.
Czym jest odpowiedzialność? To ostatnia deska ratunku, gdy człowiek już sam nie potrafi określić granic własnej wolności. Swoje poczynania warunkuje zachowaniem innych. Zbiera baty i staje się wielkim męczennikiem ku chwale zbiorowej odpowiedzialności. Swój brak łączności ze światem tuszujemy poczuciem odpowiedzialności, które ma nam tę łączność zastąpić. „Czuję się odpowiedzialny! To wstyd, to wstyd!” Zerwać okowy odpowiedzialności, przywiązania, które jako jedyne pozwalają nadać mgliście określone kształty – oto co pomaga ujrzeć tragedię nieokreśloności człowieka.
Rozbić w proch i w pył to, na czym stoi współczesny świat, burdel sztuki i cielesności, gdzie niewolnicy sprzedają swych panów, frymarcząc własnymi duszami. Szast – chlast – milion dolarów. Rozbić ten zamek ze szkła na małe lusterka, w którym każdy ujrzy siebie. Jeden odłamek, łezka, krysztalik, kropelka, drgnienie, błysk, jedna poruszona struna. Szyba, przez którą można spojrzeć na słońce i z przyjemnością dać się spalić na popiół przez jego promienie, by powrócić jako Feniks z niebiańskim tęczowym ogonem i piórem zdolnym zapalić świat. Zobaczcie tę drogę. Przez góry, nieba, chmury, aż do dna oceanu. Jak wulkan wybuchamy tylko złością, nie siłą, nie mocą. Rzucić o ścianę tymi wszystkimi ochami
i achami. ...Czy tak...? W imię, dajmy na to –religii.
Och, dobrze więc. Stoimy nad grobem w dzień Wszystkich Świętych. Nad czyim grobem jednak? Naszym własnym, drodzy idealni kupcy zniczy w kształcie własnego sumienia i wadliwej pamięci, nabywcy kwiecia samozadowolenia z własnej pobożności
i wytrwałości w kultywowaniu tradycji i wartości rodzinnych. „Panie. Zostawiłam zupę na gazie. ...a światłość wiekuista...niech to diabli, znowu jutro do pracy. ...pokoju wiecznym...kochanie, czy ty siwiejesz?” Rewia futer z lisów nad szczątkami szczęśliwców, którym rodzina zdążyła wykupić cieplutką miejscówkę na cmentarzu.
Czy już sama kultura słowa. Wielkie lepperowisko. Dyskusja na poziomie polega na skutecznym przegadaniu przeciwnika. Jesteśmy społeczeństwem jak najbardziej tolerancyjnym. Masz prawo do nieposiadania prawa. Człowiek zarzucony śmieciem zbędnych, nieprawdziwych, prawdziwych w połowie, wyssanych z palca lub absolutnie poważnych i wartościowych – najczęściej trudnych do wypatrzenia informacji zaczął czerpać satysfakcję z wyławianych z tego cuchnącego bajora skojarzeń. Skojarzeń cudem odratowanych ze szponów tragicznej śmierci zapomnienia, usłyszanych gdzieś wyrażeń frazeologicznych wpychanych do każdej odpowiedzi, by uczynić ją bardziej wiarygodną.
Nie czuję się zobowiązana do obrony ojczyzny, ludzie są patriotyczni tylko w efekcie takiej potrzeby uwarunkowanej genetycznie, z nudy, z konieczności posiadania jakichś przekonań – bo w końcu jakieś trzeba mieć, najlepiej takie, z których nie trzeba będzie się później tłumaczyć, a postawa patriotyczna z pewnością jest powszechnie przeważnie akceptowana.
Każda z tych wartości (?) zdaje się krzyczeć za ich wyznawcę „patrz na mnie! patrz! oto wzór”. A kim jesteśmy, żeby ustalać wzorce człowieka? Obawiam się, że nie jesteśmy
w posiadaniu tego pierwszego projektu. Ale bardzo byśmy chcieli.
Jesteśmy na etapie kolejnego Złotego Cielca. Życie chwytamy nieskoordynowanymi haustami uzasadnionymi potrzebami samookreślania w czarnym nieprzeniknionym oceanie wszechświata. Nic co pewne nie jest piękne. Chcemy więc pozbawić życie piękna, tworząc wokół siebie rzeczy z konieczności i definicji pewne. Prawdą jest więc, że to co uporządkowane jest mało prawdopodobne. Człowiek chcąc umocnić swą pozycję w świecie ma potrzebę działania na przekór pięknu, na przekór życiu – segregując wszystko wokół siebie. Dążymy do absolutnego uporządkowania – unicestwienia.
W całym tym gronie hedoniści wydają się być najmniej niebezpieczni. Może czasem warto uświadomić sobie własną amebiczną postać i dać się nieść światu, pozwalając na jego nieprzewidywalne piękno? Życie to zabawa. Najlepiej bawi się tu sam Stwórca.
Ot co. Nicto.
Opowiem co następuje. Niedawno się przeprowadziłam. Mój tymczasowy współlokator właśnie przewraca się przez sen na drugi bok, a ja siedząc na łóżku usiłuję nawiązać kontakt z moim dawnym literackim znajomym, szukając jednocześnie sensu przy dźwiękach muzyki z filmu "Requiem dla snu" (zmusza mnie do płaczu to skrzypcowe zawodzenie) Jest to moment życia o nazwie czwarty czerwca dwa tysiące dziewiątego godzina trzecia zero zero. Mam niecałe dwadzieścia lat. Kiedys postanowiłam napisac historię, bądż historie mojego życia oddtwarzając wszystko wstecz. W efekcie otrzymalibyśmy film ze mną w roli głównej puszczony od tyłu. Na szczęście, to nie ta chwila. Mój szczur siedzi samotny w klatce na drugim końcu Katowic i gorączkowo obmyśla plan ucieczki. Muszę poświęcać biedakowi więcej czasu.
Myśle, czy w ogóle warto tworzyć coś bezwartościowego. Bo przecież - jakie szanse ma ten blog na zmienienie czyjegoś życia? Chciałabym dawać ludziom szczęście, chciałabym umieć zmieniać ten drobny szczegół w ich umyśle, dzięki czemu sami by do tego szczęścia doszli. Dzięki czemu w ogóle by tego szczęścia chcieli.
Jestem artystką. Artysta to poszukiwacz. Artysta to wędrowiec. Złodziej czasu.
