sobota, 11 lipca 2009

Klika waznych rzeczy.

Szczurek, który biega po pokoju i jeszcze chowa się za piecem. Przynajmniej mogę być pewna, że wszystkie niedostępne zakamarki są wymiecione szczurzym ogonem. Za to sam zainteresowany zmienił nieco kolor ze szlachetnego błękitnego na smolisto szary. Właśnie ukradł mi ogryzek z jabłka i gdzies z nim biegnie...Wracaj!!!:)

Film Coco avant Chanel, który bardzo mnie poruszył i dał wiele do myślenia. Film jak film, ale jak to zwykle ze mną bywa - w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Hmmm...Piękna rola, naprawdę warty obejrzenia chociaż faktycznie jest w nim więcej Coco niż Chanel;)

Idea wlasnej działalności gospodarczej. Idea przerasta działanie.
Dużo więcej idei.
I jeszcze trochę.

Uczę się pisać na nowo. Uczę sie rysować na nowo, właśnie odkryłam kolory, jakieś dwa dni temu, na razie zachwycam się ich czystą (prosto-z-tubki) formą. Więc wszytsko wokół jest takie uroczo kiczowate.

A teraz gdzieś sobie jadę, zaraz wracam

niedziela, 5 lipca 2009

Jest czwarta w nocy, piszę przez chwilę...

Jest czwarta w nocy, piszę przez chwilę...

Na czym polega mój problem, czym jest kłoda, którą sama sobie rzucam pod nogi? Hm?

Tak się mówi, żeby zawsze być sobą. Ale jak zaczniesz być w pełni sobą w towarzystwie kogoś o innym rytmie, okazuje się, że ty nie jesteś sobą, że na pewno udajesz, że komplikujesz, blah, blah, blah. Bo w końcu każdy ma być sobą na ten sam sposób? Niedorzeczność.

Oj, lemingi drogie.

Tak sobie myślę. Na przykład o opowiadaniach Topora, które polecił mi znajomy. O pracy, którą straciłam, o lenistwie, z którym muszę walczyć, żeby nie być jednym z baranków, który za parę lat stwierdzi, że oprócz stałej pracy, wolnych weekendów, zdolności kredytowej, stałego seksu i tv nic więcej do szczęścia nie potrzebuje.

Wierzę w siebie bardziej niż kiedykolwiek. I myślę, czy nie czas wyjechać.
Wierząc w siebie jestem również samotna, ale staram się nie być desperatką. Desperackie kroki zostawiają za sobą zgliszcza i popioły. Czas dojrzeć. Dojrzeć, nie zdziadzieć za młodu.

Mam ochotę na lody z mcdonalda. Nieustającą ochotę. O której otwierają mcdonald?
Idę ćwiczyć. Biegać? Cokolwiek.

Już swita.

środa, 1 lipca 2009

Zahuczało i zagrzmiało. Poznałam Kogoś. Wielkimi krokami zbliża się apokaliptyczna katastrofa. W następnym odcinku. Aleksandra załamuje ręce. Aleksandra pochyla głowę nad telefonem i modli się jak przy Ścianie Płaczu. Aleksandra włóczy się po mieście bez celu szukając i tęskniąc za ukochanym, topiąc swe smutki w butelce wódki. Aleksandra wynajmuje prywatnego detektywa by tropić przeszłe związki ukochanego i dowiedzieć się, co poszło nie tak i jak zaradzić temu na przyszłość oraz czy aby ukochany nie ukrywa gdzieś żony i dzieci. Aleksandra rzuca pracę by całymi dniami siedzieć w domu i wyczekiwać ukochanego. Aleksandra nie idzie na studia by poświęcić się badaniom naukowym na temat życia ukochanego w jego naturalnym środowisku. Aleksandra bada granice cierpliwości ukochanego. Aleksandra popełnia rytualne samobójstwo i wykazuje się godnym kobiety okrucieństwem, zostawiając ukochanemu karteczkę z napisem "to WSZYSTKO TWOJA WINA!!!!"

Za oknem robi się jasno. A ja obiecywałam sobie nigdy więcej. Nie potrafię tego kontrolować. Jest mi przykro, bo znowu mam nadzieję, a to przecież wszystko takie proste. Takie zwierzęce. I żaden "Pocałunek" Rodina tego nie zmieni. Tęsknię. W takie dni przychodzi do głowy wszystko, tylko nie pójście do pracy. Może to przynajmniej zajmie mi czymś głowę.

A pracę rzucam. Zmieniam swoje życie znowu. Jak niesamowity jest wpływ ludzi na siebie wzajem, będę to zawsze powtarzać.

"ty masz taką mądrość głupią, niech której wszyscy od ciebie się uczą"